Zgadza się czas płynie, nawet powiem więcej zapieprza jak dziki osioł, bez urazy dla osłów oczywiście. Jeszcze niedawno był 2011 rok, jesień, złociły się liście na drzewach a tu wiosna niemalże już za progiem. Te same drzewa, które tak niechętnie zrzucały swoje okrycie jesienią teraz niecierpliwie czekają by znów przybrać zieloną pokrywę. Gdzieś w sieci znalazłem film, któryś z kolei, jak komuś udało się „zagrać” na kilku stacjach dyskietek dawny przebój. Całkiem niedawno zaś sam korzystałem z takiej stacji by móc coś napisać, albo zwyczajnie pograć. Mimo, że grafika pozostawiała wiele do życzenia, na ekranie telewizora było widać tylko kolorowe plamy, zaś największą rolę odgrywała wyobraźnia, to i tak starsze gry są nadal nie do pobicia. Taki nostalgiczny nastrój przyszedł sam z siebie, niedługo 35 lat na karku, z każdym dnie coraz bliżej, a później to już z górki. Gdyby jeszcze ludzie nie byli tak bezduszni, a większość ma ochotę tylko brać, nie dając nic w zamian. Jak do tego doszło? Gdzie podziała się zwykła ludzka życzliwość? Tak, żeby pomóc sobie całkiem bezinteresownie. To już chyba możliwe jest tylko w filmach, a i tylko takich w których bohater przy okazji ratuje świat, zajadając równocześnie pieczonego kurczaka. Ludzie jednak są dziwni, dawno temu jeszcze mieszkając w Darłowie widziałem napis na murze Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta. Coś w tym jednak jest, może i zwierzęta są brutalne, w końcu kierują się instynktem przetrwania, ale w większości przypadków ich zachowanie jest bardziej ludzkie od naszego. Nawet patrząc na swoje akwarium, gdzie w zgodzie koegzystują rybki i krewetki, nawet jeśli jedna znajdzie coś smacznego zaraz jakby woła pozostałe i dzieli się tym co znalazła. Ludzie zaś wciąż grabią wszystko do siebie, ale czy fakt posiadania czyni ich lepszym? Z ich punktu widzenia pewnie tak, inaczej by tego nie robili. Lista taka byłaby bardzo długa jeśli nawet nieskończona. Od przeklętych polityków zaczynając, poprzez biurokratów, a nawet na znajomych kończąc. Niektórzy powiedzą samo życie, ale ciężko mi się z tym pogodzić. Żeby było jeszcze ciekawiej zmieniając całkowicie temat, to mimo mojego sceptycznego nastawienia do matematyki, udało mi się zaliczyć drugie kolokwium z matematyki. Moja radość nie miała granic, byłem oszołomiony, już myślałem, że poprawka to jedyne co mi pozostało a tu taka niespodzianka.
Aaaa Matematyka
No i klops, zaczynając studia wiedziałem że matematyka będzie obecna. Mimo to wybrałem się na nie, nikt też nie obiecywał pomarańczy. Ale to co zastałem wprawiło mnie w lekkie przerażenie. Pochodne, zarówno pierwsze jak i drugie, liczba e, logarytm naturalny, brzmi jak przepis na klątwę, a nie jak oś co trzeba policzyć. Także jeśli Ktokolwiek zna jakiś sprawdzony sposób na szybką i pewną naukę matematyki, to bardzo bym prosił o wskazówki. Pomijam już odczynianie czarów, laleczkę VooDoo, lub inne czarodziejskie metody. Nie sprawdzają się, próbowałem.
Globalne ocieplenie
Zapewne wynika to ze zmowy ekologów i pogody oraz klimatu, że do tej pory w Szczecinie jest nad wyraz ciepło. Śniegu nie uświadczysz chyba że otworzysz na oścież zamrażarkę. Coś strasznego, to zapewne kolejny znak o nadejściu końca świata w roku bieżącym. Spodziewam się już niedługo równie ważnych i istotnych zjawisk, które jednoznacznie potwierdzą nadciągający kataklizm. Z pewnością wyczuwają go moje krewetki, gdyż dwie krewetki filtrujące już rozpoczęły okopywanie się w akwarium, na zmianę z chowaniem się pod korzeniem. Co prawda jeszcze mi nic nie powiedziały, ale porozumiewawczo machają do mnie odnóżami. Czyli jest coś na rzeczy. Kolejne wydarzenia również potwierdzają tezę nieuchronnego upadku, na początek nasza wspaniała i niezastąpiona UE. Która ledwo się trzyma i trzeszczy, szczególnie od głupoty i nadmiaru regulacji. Stosowne byłoby wysłanie wszystkich polityków w pewne miejsce, tam mogli by debatować nad dopuszczalną wysokością trawy dla krów. Proponuję Słońce, tylko ono zdolne jest przetrawić tak ciężkostrawny kęs. Aczkolwiek obawiam się, że źle mogłoby skończyć się to dla naszej gwiazdy, gdyż z nadmiaru głupoty mogłaby spuchnąć i odlecieć gdzieś z dala od Ziemi.
Kolejną kwestią są gminy i powiaty oraz niezmiennie protestujący, którzy przerzucają się akceptacją lub kompletną negacją elektrowni atomowej na środkowym Pomorzu. Dzięki nieznajomości zasad działania takich urządzeń skutecznie protestują przeciwko wszelkim formom wytwarzania energii, do tej pory pamiętam słynne protesty darłowskich ekologów, najpierw przeciwko elektrowni w Żarnowcu, a później przeciwko elektrowni wiatrowej która stanęła nieopodal Darłowa. Niech protestują, ale od razu niech podpiszą zobowiązanie, że gdy zbraknie energii elektrycznej to będą oświetlać się ogarkiem, a telewizor napędzać będą dynamem.
Jesienna słota
Po dłuższym okresie spokoju zaczęło dmuchać, typowa jesienna pogoda, skończyło się słońce i złote liście lecące z każdym delikatnym podmuchem na ziemię. Opadające delikatnie, niczym żaglowce, spokojnie sunące w przestrzeni by na koniec spocząć. Za niecały miesiąc już święta, kolejny szalony okres w sklepach, jedyne co napędza gospodarkę naszego kraju, to konsumpcja. Ale świąteczny okres to już nie to samo co kiedyś, mimo że naród nasz ma tendencję do zaciągania zobowiązań byle tylko święta odbyły się w dość wystawnej atmosferze. Wtedy nie liczy się nic. Gorzej jeśli z nowym rokiem listonosz przyniesie wiadomość o zmianie raty kredytu lub zajęcie komornicze, ale co tam lepiej żyć chwilą i nie oglądać się na to co będzie w przyszłości. Jakiekolwiek by nie było expose płemieła, to nic nie zmieni naszej wspaniałej sytuacji. Kolejny rząd, który ma na celu zapewnienie sobie luksusów a w głębokim poważaniu ma to co się dzieje z maluczkimi. Ponad 500 osób, które siedzą w cyrku i śmieją się z durni takich jak ja, którzy zamiast zająć się polityką tyrają jak osioł. Chociaż bez względu na to kto stoi u steru państwa, sytuacja wygląda tak samo. Można odpuścić sobie zrzędzenie, i tak się zbyt wiele nie zmieni.
Z istotnych kwestii, udało mi się wprowadzić się w osłupienie kiedy z kolokwium z matematyki otrzymałem jakże wspaniałą ocenę, czyli trzy. Jak to się stało, jeśli moje umiejętności z matematyki ograniczają się do rozpoznawania liczb? Żartuję, ale to nigdy nie była moja mocna strona. Dla porównania, tam gdzie mam do czynienia z realnymi zagadnieniami takich problemów nie mam. Choćby statystyka, która liczy rzeczywiste zagadnienia. Ale abstrakcja taka jak matematyka? To nie dla mnie, pozostaje tylko zacisnąć zęby i brnąć do przodu, skoro już się zdecydowałem na tak szalony krok jak pójście na studia.
Ciekawszą kwestią jest funkcjonujący już od jakiegoś czasu mój zbiornik, po obsadzeniu go roślinami doszło do wpuszczenia do niego pierwszych organizmów żywych. Zacząłem od maleńkich krewetek, w śliczne paseczki ale również w jednolitym czerwonym kolorze. Teraz 23 krewetki pływają to tu i tam, panosząc się w całym akwarium. Śmiesznie tupią nóżkami, skubiąc glony. Te pasiaste są szczególnie urodziwe, ale niestety jestem zbyt wielkim laikiem by zapamiętać ich nazwę. Najważniejsze jest to, że czują się dobrze i nic im nie dolega. Zauważyłem już nawet że rosną, gdyż pojawiły się w akwarium ich wylinki. Jeszcze trochę potrwa zanim pojawią się rybki, cały czas się zastanawiam jakie wybrać?
Akwarium
Po kilku tygodniach wytężonej pracy, w końcu udało mi się doprowadzić akwarium do stanu finalnego. Od podstaw skręcony stelaż z kątowników sprowadzanych aż z Torunia. Tutaj chciałbym podziękować firmie Total Partner, za świetną obsługę i błyskawiczną realizację zamówienia. Oświetlenie z Warszawy, filtr i reszta akcesoriów z Wrocławia. Aż dziwne, że udało się to wszystko zorganizować. Żałuję tylko, że nie dokumentowałem kolejnych etapów w urządzaniu akwarium. Teraz mam tylko do podziwiania efekt końcowy. Wracając zaś do akwarium, to jest to niewielki zbiornik, raptem 160 litrów, za filtr służy JBL model e901. Filtr cichy, niemalże bezgłośny. Oświetlenie to dwie świetlówki 35W firmy Sylvania o temperaturze barwowej 8500K i 10000K. Efekt widać na zdjęciach, szczególnie ładnie prezentuje się podłoże JBL Manado. Na chwilę obecną to dopiero początek, roślinki jeszcze małe i niepozorne. Ciekaw jestem jak będzie wyglądać za kilka tygodni. Jeszcze tylko brakuje zwierząt, a dokładniej mówiąc ryb i krewetek. Bo takie dwa rodzaje mam zamiar trzymać w zbiorniku. Życzcie mi powodzenia, a na zdjęcia zapraszam do galerii.
Niespodzianka
Twarz Stefana zdradzała tłukące się w jego głowie myśli. Podszedł niezdecydowanym krokiem do lustra, to co zobaczył nie wprawiło go w zachwyt, na brwiach ślady sałatki warzywnej i nos w majonezie. Świetnie wyglądam – rzekł do siebie – ciekawe c dziś mnie spotka? Nie powinienem oglądać tego thrillera. Jeszcze trochę a pomyślałbym, że zwariowałem.
Kot spał smacznie na tapczanie, mrucząc miarowo. Tym razem nie uśmiechał się wcale, nie wydobywał się również z jego gardła żaden śmiech. Stefan zignorował tą futrzastą kulkę i jedyne co przychodziło teraz do głowy to doprowadzić się do stanu używalności, ciekawe co za dzień dziś jest? Zasiadł przed komputerem, na szczęście działał bez zarzutu i posłusznie wyświetlił datę i setki nie odebranych wiadomości. Stefan zaskoczony długo nie mógł zebrać szczęki z biurka, okazało się że od dwóch tygodni nie dawał znaku życia. Jego oczy powoli przebijały się przez poszczególne informacje. Dowiedział się, że niestety już nie pracuje, a bank informował go o zalegającej spłacie raty kredytu. Dowiedział się również, że jest pokraczną kreaturą i z jego długotrwałym związkiem nic się już zrobić nie da. Ukrył twarz w dłoniach i zapadł w zadumę.
W tej chwili śpiący kot przebudził się i bystrym wzrokiem spojrzał na Stefana, wstał i obszedł swój teren. Dokładnie sprawdził czy nic się nie zmieniło i czy Stefan nie znalazł przypadkiem schowanych przez niego psychotropów. Doszedł do wniosku, że jest perfidnym zwierzęciem, tak potraktować swojego właściciela by dosypać mu do płatków trochę paranoicznej substancji. Wskoczył na biurko, przeczytał kilka wiadomości po czym odpisał na niektóre z nich. Czuł się winny, nie chciał by Stefan pogrążył się pomiędzy rzeczywistością a snem. Musiał zrobić wszystko by Stefan nie domyślił się, że jest sterowany i posłusznie wykonuje zalecenia swojego futrzastego przyjaciela.
Stefan poruszył się, poczuł na policzku puszysty ogon, spojrzał w kocie oczy: – choć Kocie, pewnie jesteś głodny? Na szczęście wyglądasz o niebo lepiej niż ja.
Kot posłusznie udał się do kuchni, Stefan podreptał za nim, po czym wydobył puszkę z tuńczykiem na którą natychmiast Kot skupił swój wzrok.
- nie mogłeś się doczekać?
Stefan znikł z pola widzenia, poszedł się odświeżyć – pomyślał kot. Już ja Ci zgotuję niespodziankę, poczekaj tylko do jutra.
Stefan siedząc w wannie przysiągł by, że słyszał delikatny chichot.
Urlop
Tak, to wspaniałe uczucie móc w spokoju odpoczywać i przez kilkanaście dni nie pojawiać się w pracy. W sumie to pierwszy prawdziwy urlop od kilku lat. Na szczęście poprzedni rozdział współpracy dawno już zamknięty i pozostaje tylko skupić się na tym co obecnie jest ważne. Teraz zaś najważniejsze są wspomnienia z tych kilkunastu dni błogiego stanu, trochę podróżowałem. Widziałem wiele ciekawych i interesujących rzeczy, fotorelacje oczywiście można obejrzeć w mojej galerii, która systematycznie się powiększa i jakiś czas temu przekroczyła liczbę stu albumów. Niesamowite i niewiarygodne jest to, że przez tych kilka lat liczba zdjęć przekroczyła cztery tysiące fotografii. Tyle miejsc i wydarzeń, fantastyczne uczucie, spojrzeć na cudem uchwycone ujęcia. Swego rodzaju stop-klatka, na której opisanie zabrakło by słów. podobnie jak podczas dni otwartych NBP w ostatnią sobotę, miałem okazję potrzymać sztabkę złota, dziwne uczucie, taki mały kawałek metalu o takiej wartości. 12,5 kilograma złota dla którego niektórzy potrafią zrobić rzeczy niekoniecznie zgodne z prawem. Oczywiście dni otwarte połączone były z wystawą różnych walorów numizmatycznych, była wystawa monet z Pomorza Zachodniego, ukazanie powstania i roli pieniądza. Był również krótki kurs o rozpoznawaniu fałszywych banknotów, wraz z pomocami naukowymi. Przede wszystkim zaś cieszy fakt, że wszyscy pracownicy NBP zachowywali się nad wyraz profesjonalnie, i cierpliwe tłumaczyli wszelkie zawiłości i odpowiadali na pytania. Naprawdę jest to ewenement, i za to organizatorom należą się słowa uznania.
Oprócz tych jakże istotnych wydarzeń, było kilka nie zasługujących nawet na wzmiankę, gdyby nie to że powodują do tej pory moją irytację na samą tylko myśl o nich. Mowa tutaj o przebudowie Placu Żołnierza wykonaną pod dyktando GH Kaskada. Lekkie nieporozumienie, by strumień samochodów kierować wprost pod drzwi wejściowe marketu. Ale cóż, po co budować markety na obrzeżach kiedy możemy mieć ich jeszcze więcej w centrum Szczecina. podobno na otwarcie kaskadę odwiedziło 86 tysięcy osób, szkoda tylko że nie było wzmożonej aktywności na otwarciu wystawy w Muzeum Narodowym – Poza obraz. Ale jak śmiem porównywać otwarcie sklepiku do uczty dla duszy? Jednoznacznie ukazuje to obraz naszego społeczeństwa, rzucić się na promocję ale lepiej zapomnieć o przeżywaniu piękna.
Niedziela
Po dość burzliwych przygodach, Stefan stanął na równe nogi. Zjadł pożywne śniadanie, jeszcze nigdy jajecznica nie smakował mu tak jak dziś. Kawa zaś była balsamem na jego zszargane nerwy. Nawet za oknem świat wydawał się przyjazny i ciepły, mimo trzaskającego mrozu blask słońca spowijał wszystko delikatnym ciepłem. Stefan rozczulił się spoglądając na ten sielski obraz i zamyślił się, co ciekawego przyniesie mi kolejny tydzień?
Z zamyślenia wytrącił go dzwonek u drzwi, co do licha? Nie spodziewam się nikogo a listonosz nie chodzi w niedziele. Nie przeciągając dłużej Stefan udał się do drzwi a kiedy je otworzył ujrzał wątpliwej urody kobietę, która niejedno już przeszła i być może pamięta wiele ciekawych rzeczy. Stefan zastanawiał się tylko co u diabła ta kobieta robi u niego pod drzwiami? Narastające napięcie rozładowała właśnie ona:
- Kochanie! Jak dobrze, że Cię zastałam! Mam dla Ciebie rewelacyjną wiadomość! Uzdrowiłam Cię!
Oczy Stefana robiły się coraz większe, serce poczęło walić jak młot, a szczęka opadał i opadała, by w końcu potoczyć się pod kaloryfer..
- Chyba mnie pamiętasz?! Byliśmy na imprezie u Jacka… To ja, Melania!
Stefan czuł jak uginają się pod nim nogi, ale wciąż stał twardo, aczkolwiek miał coraz większą ochotę trzasnąć drzwiami i schować się pod kołdrą.
- Ta upojna noc!… Mówiłeś, że mogę czuć się pewnie, bo jesteś bezpłodny. Poszliśmy na całość! Było wspaniale! Ale do rzeczy. Jesteś już zdrowy, jesteś 300 procentowym mężczyzną! Spodziewamy się trojaczków! Cieszysz się, prawda?
Stefana przepełniła przeogromna fala radości i gorąca, może nie zachował się zbyt poprawnie i mając na uwadze ostatnie wydarzenia, dość stereotypowo, ale tego szczęścia i radości było zbyt wiele jak na jego skromną osobę. Po prostu osunął się na swoją własną wycieraczkę. Ze szczęścia tym razem.
Poranek
Słońce delikatnie prześwitywało przez opuszczone żaluzje, promienie delikatnie muskały twarz Stefana. Uśmiechnął się na ten miły widok, po chwili jednak przypomniał sobie gdzie się znajduje i dlaczego podłoga nie jest najlepszym miejscem do spania. Właśnie poczuł kręgosłup i miał wrażenie że ktoś przepuścił go przez wyżymaczkę. Głowa przypominała delikatny szklany pojemnik aptekarski, zrozumiał jednak że dalsze wylegiwanie się na podłodze nie służy. Delikatnie, niczym saper zwlókł się z i chwiejnym krokiem udał się do łazienki, mijając fikusa po drodze chciał się go o coś spytać, ale kwiat zbył go milczeniem. Podróż do łazienki zakończyła się sukcesem, udało mu się w miarę prosto stanąć pod prysznicem po czym odkręcił kran puszczając strumień lodowatej wody na swe wychudzone ciało, ostatnim przebłyskiem przytomności umysłu przypomniał sobie ostatnie upomnienie ze skrzynki pocztowej, grożono mu odcięciem dostaw gazu. Motyla noga pomyślał, po czym kolejny raz omdlał. Nie leżałem chyba zbyt długo, pomyślał Stefan, to nie mogło trwać zbyt długo. Po czym spojrzał na podłogę w łazience, którą pokrywała kilkucentymetrowa warstwa wody, upadając niefortunnie zatkał ręką odpływ brodzika, który najzwyczajniej w świecie przelał się. Stefan miał tylko nadzieję, że pechowa passa w końcu się skończy.
Po niefortunnym epizodzie z łazienką, Stefan w końcu powrócił do rzeczywistości. Znudzony zrobił sobie w końcu przepyszną kawę i usiadł w kuchni nad wczorajszą gazetą. Kot również przypomniał sobie o długiej przerwie od poprzedniego posiłku, przyszedł teraz mrucząc przyjacielsko. Stefan pomny wczorajszych wydarzeń, chciał zamienić parę słów z kotem, ale ten tylko podniósł ogon i mruknął dwukrotnie. Przez pewien czas Stefan przyglądał się jemu, kot prezentował się zdecydowanie lepiej od momentu znalezienia go pod drzwiami. Przytył, jego futro nabrało połysku, w końcu wyglądał jak rasowy kot, a nie siedem nieszczęść jak parę miesięcy temu. Rozczarowany Stefan nałożył sowitą dawkę jedzenia swemu mruczkowi, a kot bez zbędnej zwłoki przeszedł do konsumpcji.
Czego ja się spodziewałem chcąc rozmawiać z kotem, pomyślał Stefan. Na szczęście dziś sobota, tym samym do przeklętego poniedziałku sporo czasu na rekonwalescencję. Może nie przytrafi mi się kolejna utrata przytomności w przeciągu następnych 48 godzin.
Kot
Po obudzeniu za pomocą szybkich uderzeń w twarz, Stefan powoli odzyskał sprawność umysłu. Ze zdziwieniem Stefan zauważył, że obudził go jego szef, ten sam w którego celnie, jak myślał Stefan rzucił toporkiem. Stefan odpłynął ponownie, tym razem z przerażenia, we śnie goniły go przedpotopowe mamuty, które za wszelką cenę chciały nabić go na swe kły. Odzyskawszy przytomność po raz drugi Stefan rozejrzał się po zgromadzonych wokół, tym razem jego szef nie podjął się ryzyka obudzenia Stefana. Zrobił to jego kot, który delikatnie machał mu ogonem po nosie. Na szczęście poza zgromadzonymi nie było przerażających mamutów, gdzieniegdzie było tylko widać kły, ale na szczęście nieszkodliwe bo spiłowane przez codzienne walki z klientami. Kiedy Stefan znów stał się centrum zainteresowania, jego przyjaciel starał się wytłumaczyć, że znając jego porywczość i działanie bez zbędnego myślenia podmienili mu jego topór na nieszkodliwy gumowy młotek. Tym samym niespodzianka z okazji awansu Stefana była jeszcze bardziej zaskakująca niż wszyscy mogli przypuszczać. Po szampańskiej zabawie zmęczony Stefan padł w przedpokoju starając się mimo wszystko ostatkiem sił dowlec się do łóżka, jednak nadmiar środków odurzających skutecznie mu to uniemożliwił. Jedyne co zauważył ostatkiem świadomości to dyskretną rozmowę swego kota z fikusem. Po czym kot zachichotał szyderczo, a Stefan zupełnie odpłynął i zapadł się w przytulną podłogę.

Części Zeppelin
Siatki ogrodzeniowe